Poznań: Więcej kasy czy mniejszy stadion?

źródło: Gazeta.pl

Stadion na zaledwie 35 tys. i znacznie skromniej wyposażony - Poznań będzie musiał zweryfikować plany budowy obiektu przy Bułgarskiej, jeśli nie wywalczy większego dofinansowania z budżetu centralnego. Albo wyłoży pieniądze z własnej kasy.

Reklama

O zaledwie 20 proc. dofinansowania z budżetu centralnego budowy stadionów w miastach-organizatorach Euro 2012, tj. w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu, poinformowała w sobotę na stadionie Lecha wicepremier Zyta Gilowska. Asystent pani premier Marek Hajbos zastrzegł, iż jest to wstępna propozycja rządu - wstęp do negocjacji.

Ta informacja wystarczyła jednak do tego, aby wystraszyć samorządy. Poznań i Gdańsk uznały, że przy tak nikłym dofinansowaniu nie są w stanie zbudować swych stadionów. Poznań do tej pory wydał na remont obiektu przy Bułgarskiej 60 mln zł, z czego 21,5 mln to pieniądze rządowe. Potrzebuje jeszcze 436 mln zł, a niezbędne minimum oczekiwane od rządu to 218 mln zł. Koszty szacowane przez pozostałe miasta są wyższe - Wrocław potrzebuje 520 mln zł, a Gdańsk - 670 mln zł.

Michał Borowski, koordynator ds. budowy stadionów w gabinecie minister sportu nie rozumie, dlaczego samorządy panikują. - Pani premier podała procenty, które - nawiasem mówiąc - są znane miastom już od sierpnia. Tabelka z symulacjami procentowymi wyszła z ministerstwa już dawno temu. Ma ją pani minister Jakubiak, a ona z kolei widziała się z premier Gilowską. I na ich podstawie pani premier podała orientacyjne kwoty. Co w tym złego? Do zorganizowania Euro 2012 potrzebujemy minimum czterech stadionów. One muszą powstać i muszą być dofinansowane. Chyba zatem nie jest od rzeczy, aby przekazać informację, iż te obiekty na pewno mogą na to dofinansowanie liczyć - mówi Borowski i dodaje: - Jeśli mówimy o procentach, to trzeba brać pod uwagę to, od czego są one liczone. Na razie sumy podane nam przez miasta są wzięte z księżyca. Tak sobie po prostu miasta wyliczyły, ale to nie są w żadnym razie kwoty obowiązujące.

Zdaniem koordynatora, trzeba się zastanowić, czy samorządy nie chcą budować stadionów ponad stan. - Dlaczego np. stadion w Gdańsku ma kosztować więcej niż poznański, skoro to takie same stadiony. Ja rozumiem, że ktoś może chcieć postawić w swoim mieście stadion nawet za 800 mln zł na 50 tys. miejsc. To jednak jego wybór. My sfinansujemy inwestycje w tym zakresie, jaki jest niezbędny do zorganizowania Euro.

Jakie to kryteria? - Samorządy je znają - mówi Borowski. UEFA wymaga np., aby stadion miał minimum 35 tys. miejsc pojemności. Poznań chce mieć stadion większy, czy zatem może liczyć na dofinansowanie tylko w tej minimalnej części? - Kiedy otrzymamy od samorządów kosztorysy, będziemy się zastanawiać nad tym, co i w jakim zakresie dofinansować - mówi Borowski. - Trzeba będzie zdecydować, czy dać więcej na mniej, czy odwrotnie. Czy sfinansować np. obóz treningowy w Sulejówku, czy tylko niezbędne stadiony. Musimy poznać plany, projekty budowy, przeanalizować je. W każdym razie w zależności od tego, jak bardzo rozbudowany ponad minimum ma być każdy stadion, to faktycznie może się okazać, iż samorządy otrzymają ok. 20 proc. dofinansowania jego budowy.

Jeśli tak, to Poznań będzie musiał albo dołożyć resztę z własnej kasy, albo zmodyfikować plany budowy stadionu. Już wycofał się z projektu przykrycia go zasuwanym dachem. Wiceprezydent miasta Maciej Frankiewicz pytany o to, jaki jest plan awaryjny, mówi na razie: - Będziemy apelować i wnioskować, aby tych pieniędzy było więcej. Mam nadzieję, że oferta rządu zostanie zmodyfikowana. Musi zostać.

Michał Borowski uważa, że decyzje o skali dofinansowania nie będą miały związku z wyborami: - 19 października jako termin dostarczenia kosztorysów to data przypadkowa. Materiały, które wtedy dostaniemy, będą wymagały wielotygodniowej obróbki. A to oznacza, że nikt nie wystąpi publicznie 20 października i nie ogłosi na dzień przed wyborami, że daje tyle pieniędzy temu i temu. To będzie po prostu niemożliwe, bo przed wyborami nie pojawią się w tej sprawie jakieś inne, nowe dane w porównaniu z obecnymi.

Odrzuca także argument, iż dofinansowanie budowy Stadionu Narodowego w Warszawie w 100 procentach jest niesprawiedliwe wobec innych miast. - Skoro jest to Stadion Narodowy, to powinno się to przejawiać także w dofinansowaniu. Nie mówimy przecież o stadionie Legii, który w całości jest finansowany przez warszawski samorząd. I, nawiasem mówiąc, Warszawa w tej sprawie nie wnioskowała o subwencje, tak jak inne miasta.

Autor: Radosław Nawrot, Gazeta Wyborcza Poznań, 10.10.2007.

Reklama