Euro 2012: w Warszawie nie mamy nic

źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Beznadziejny stan przygotowań do piłkarskich mistrzostw Europy. Nic nie wiadomo oprócz jednego - do czerwca 2010 r. Stadion Narodowy w Warszawie ma być gotowy. Do tego zobowiązała się Polska. To już niemożliwe

Reklama

Nie wiadomo, czy Stadion Dziesięciolecia trafi na zwałkę, czy zostanie przebudowany. Nie wiadomo, czy Stadion Narodowy powstanie na jego miejscu, czy obok. Nie wiadomo, czy konkurs architektoniczny na projekt nie zostanie unieważniony.

- Stan przygotowań do Euro 2012 jest taki, że nie ma nic. Nowy stadion może powstać najwcześniej w 2011 r. I to pod warunkiem, że zmienimy prawo o zamówieniach publicznych - mówi Michał Borowski, były naczelny architekt Warszawy, dziś szef gabinetu politycznego minister sportu Elżbiety Jakubiak.

Na razie jest tylko wizualizacja Stadionu Narodowego przygotowana w pracowni APA Kuryłowicz & Associates. Efektowna struktura z trybunami w morzu zieleni. - To tylko wizja - przypomina Borowski. - Zamówiłem ją ponad dwa lata temu, by dołączyć jakąś ilustrację do aplikacji Polski starającej się o prawo do organizacji mistrzostw. To nieprawdopodobne, ale od tego czasu nikt nie zrobił nic więcej.

Centralny Ośrodek Sportu ogłosił tylko dwustopniowy konkurs, który miał wyłonić projekt Narodowego Centrum Sportu.

- Konkurs jest idiotyczny. Jestem zwolennikiem takich konkursów, ale muszą mieć ręce i nogi, jakiś sens. Tu zamawiający chce dostać projekty stadionu, aqaparku, basenu olimpijskiego, hotelu, hali kongresowej itd. Zrobiliśmy kalkulację, że wymagałoby to 12 tys. godzin pracy, zatrudnienia kilkudziesięciu osób i wydania miliona złotych - twierdzi Stefan Kuryłowicz.

Michał Borowski nazywa taki konkurs "kompletną bzdurą". Przypomina, że na mistrzostwa w tym miejscu potrzebny jest stadion, a basenem, hotelem i halą kongresową architekci i urzędnicy nie powinni sobie teraz zawracać głowy. Zdradza, że dostał analizę prawną konkursu ogłoszonego przez poprzednie władze COS (prezesa i wiceprezes zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne). Opracowanie ma ok. 200 stron. - Okazuje się, że założenia formalno-prawne konkursu na Narodowe Centrum Sportu opierają się na tych przygotowanych na konkurs Muzeum Powstania Warszawskiego - dziwi się Michał Borowski. Tylko, że np. sam stadion może kosztować ok. 1 mld zł. Muzeum to znacznie mniejsza inwestycja (kilkadziesiąt milionów złotych).

Swoje myślenie sprowadza do pytania, jak zminimalizować ryzyko, bo nikt dotąd w Polsce "w tak krótkim czasie nie zbudował tak wielkiej inwestycji". Architekt twierdzi, że w sytuacji, kiedy każdy miesiąc jest na wagę złota, należy rozważyć różne alternatywy, by wybrać rozwiązanie optymalne, najprostsze i najszybsze w realizacji. Jedną z nich jest budowa nowego obiektu obok pozostawionego Stadionu Dziesięciolecia. Jarmark Europa zostałby jednak przeniesiony na przygotowane wcześniej targowisko w innym miejscu miasta.

Za pozostawieniem starego stadionu jest też architekt Andrzej Kiciński. To on kiedyś zasłynął tym, że proponował usypać dwie wyspy na Wiśle. Ale teraz nie chce nawet słyszeć, że mógłby wykorzystać gruz ze Stadionu na realizację swojej wizji. Plan burzenia Stadionu dziesięciolecia uważa za "skandal i zbrodnię", bo w zapuszczonym obiekcie wciąż dostrzega jego niesłychane piękno. - Bierzmy przykład z Berlina. Stary stadion szykowany na olimpiadę w 1916 r. (nie odbyła się ze względu na wybuch I wojny światowej) został fantastycznie przebudowany według projektu pracowni Meinharda von Gerkana - podpowiada Andrzej Kiciński.

Reklama