Wisła: miasto daje stadion, my dajemy sport

źródło: gazeta.pl

W walce Krakowa o Euro 2012 kluczową rolę odegra modernizacja stadionu przy ul. Reymonta. Pełną odpowiedzialność za jej przebieg wzięło na siebie miasto. Wisła stara się jedynie o ustalenie jasnych zasad korzystania przez jej piłkarzy z obiektu.

Reklama

- Wisła nie jest już dla nas żadnym partnerem przy rozbudowie stadionu - twardo mówi Jan Tajster, dyrektor Krakowskiego Zarządu Dróg, odpowiedzialny za inwestycję. Oskarża wiślacką spółkę, że nie wywiązała się z zadania przygotowania nowoczesnego projektu modernizacji obiektu. - Dlatego jego przygotowanie i sfinansowanie bierzemy na siebie - podkreśla Tajster, który ostatnio jest częstym gościem projektanta stadionu Wojciecha Obtułowicza.

Od lat Wisła SSA korzysta z miejskiego stadionu dzięki umowie o bezterminowym użyczeniu. Nic za to nie płaci, ponosi jednak część kosztów związanych z wyposażeniem i eksploatacją piłkarskiej areny. I tak na przykład na oświetlenie boiska wydała 2 mln zł (drugie tyle zapłacił Urząd Kultury Fizycznej i Sportu), a za podgrzewaną murawę - prawie 3 mln zł (300 tys. dołożył marszałek województwa). Wisła sfinansowała też prace projektowe przy dwóch istniejących nowych trybunach - południowej i północnej.

Współpracę miasta z klubem przerwał konflikt w związku z wykończeniem właśnie tej ostatniej. Chodzi o spór z lutego tego roku, gdy miasto nie kwapiło się do sfinansowania przygotowań stadionu na meczu międzypaństwowy Polska - Azerbejdżan. Urzędnicy miejscy oczekiwali, że to Wisła sfinansuje dostosowanie obiektu do norm UEFA. Klub jednak ani nie miał na to funduszy (chodziło o kilka milionów zł), ani też specjalnej ochoty, nie chcąc znów topić pieniędzy w nie swoim obiekcie. W efekcie tych przepychanek PZPN przeniósł spotkanie do Warszawy.

- Nie chcemy już przechodzić tego, co ostatnio tu ćwiczyliśmy: że tutaj nie ma ścieżki, tu kołowrotów, a tu monitoringu. Sytuacja ma być klarowna, czyli że to jest stadion miejski i miasto go buduje! - grzmi dzisiaj dyrektor Tajster.

- Wypowiedzi dyrektora pod naszym adresem brzmią dosyć konfrontacyjnie - zwraca uwagę prezes Wisły SSA Mariusz Heler i podkreśla, że klub zrzekł się na rzecz miasta praw do projektu. Pojednawczo Heler dodaje: - Wizja dyrektora Tajstera jest zbieżna z naszą: miasto daje stadion, a my dajemy sport.

Wcześniej czy później jednak obie strony będą musiały ustalić bardziej precyzyjne zasady wzajemnych rozliczeń i ewentualnego zwrotu nakładów poniesionych przez klub.

- W nowych okolicznościach będziemy musieli płacić za korzystanie ze stadionu. Liczymy przy tym, że miasto ustali opłatę na rozsądnym poziomie. Wisła nie gra przecież dla siebie, ale dla tysięcy krakowian - tłumaczy prezes Heler. Deklaruje też pomoc organizacyjną w przygotowaniach do Euro. - W zakresie organizacji sportowych imprez masowych mamy wielkie doświadczenie - podkreśla.

Tymczasem stan modernizacji stadionu określa się na 30 procent. Do jej wykończenia trzeba 150 mln zł. - Montaż finansowy jest przygotowywany - zapewnia dyrektor Tajster. - Niekoniecznie wszystko musimy budować z pieniędzy publicznych. Na przykład na parkingi można znaleźć prywatnych inwestorów.

Najprościej znaleźć pieniądze w miejskim budżecie, przesuwając na stadion środki przewidziane na budowę hali wielofunkcyjnej w Czyżynach. Decyzję taką będzie musiała podjąć rada miasta i prezydent Jacek Majchrowski. Dyrektor Tajster nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania. - Nie ma sensu z okazji Euro obcinać dotacji na inne cele - tłumaczy.

Tajster zdążył się już zorientować, ile zorganizowanie mistrzostw Europy kosztowało Portugalczyków. - Zainwestowali cztery miliardy euro, a uzyskali z mistrzostw 800 mln euro dochodów. Na pierwszy rzut oka są stratni, ale autostrad, infrastruktury powstałej z okazji mistrzostw nikt im nie zabierze - argumentuje. - Obiekty, które powstawały wyłącznie na potrzeby mistrzostw, nie stanowiły znaczącej kwoty w całości wydatków.

Autor: Michał Białoński, Gazeta Wyborcza Kraków, 26.04.2007

Zobacz także:

Reklama