Remont stadionu w Łomży opóźniony

źródło: Gazeta Wyborcza

W poniedziałek miał rozpocząć się remont stadionu w Łomży. Miał, ale po raz kolejny został przesunięty. - Firma, która ma wykonać pracę, nie skończyła jeszcze robót na obiekcie Arki Gdynia i stąd poślizg - tłumaczy Marcin Sroczyński, wiceprezydent Łomży

Reklama

Modernizacja miejskiego obiektu w Łomży jest niezbędna, aby II-ligowi piłkarze ŁKS-u mogli na nim rozgrywać swoje mecze. Póki co stadion jest daleki od spełnienia wymogów licencyjnych Polskiego Związku Piłki Nożnej. A zawodnicy są zmuszeni tułać się po kraju. Najszybciej w Łomży zagrają dopiero w rundzie wiosennej. Dlatego mają podwójnie utrudnione zadanie w zdobywaniu punktów. Mimo że zbierają pochlebne recenzje za swoją grę, znajdują się w dolnych partiach tabeli.

A miało być tak pięknie

Modernizacja miejskiego obiektu w Łomży jest niezbędna, aby II-ligowi piłkarze ŁKS-u mogli na nim rozgrywać swoje mecze. Póki co stadion jest daleki od spełnienia wymogów licencyjnych Polskiego Związku Piłki Nożnej. A zawodnicy są zmuszeni tułać się po kraju. Najszybciej w Łomży zagrają dopiero w rundzie wiosennej. Dlatego mają podwójnie utrudnione zadanie w zdobywaniu punktów. Mimo że zbierają pochlebne recenzje za swoją grę, znajdują się w dolnych partiach tabeli.

A miało być tak pięknie

Przypomnijmy, że przetarg na pierwszy etap modernizacji stadionu w Łomży ogłoszono pod koniec kwietnia. Początek prac budowlanych planowano wtedy na początek lipca. W ciągu trzech miesięcy miała powstać m.in. nowa płyta boiska oraz nowa trybuna na 1200 miejsc. Wszystko po to, by piłkarze beniaminka mieli gdzie grać w II lidze. Niestety, od tamtego czasu żadne prace się nie rozpoczęły.

Nie udało się rozstrzygnąć jednego przetargu, potem kolejnego i w końcu władze miasta zdecydowały się na wyłonienie firmy z "wolnej ręki". Wtedy znowu wydawało się, że rozpoczęcie prac nastąpić musi bardzo szybko. Nic podobnego, bo władzom klubu zamarzyło się jeszcze raz wystąpić do PZPN-u o przyznanie licencji, aby grać na niewyremontowanym obiekcie. Uczynili to, mimo że wcześniej nie dostali na to zgody. Nic dziwnego, że w ponownym podejściu decyzja centrali piłkarskiej się nie zmieniła. Trudne do zrozumienia ruchy włodarzy ŁKS-u spowodowały jedynie spore zamieszanie i odłożenie rozpoczęcia robót modernizacyjnych do 4 września. Ale i wczoraj to nie nastąpiło.

Firma Zielona Architektura, która ma wykonać roboty w Łomży, zajęła się instalacją podgrzewanej murawy na obiekcie I-ligowej Arki Gdynia. Tam prace się wydłużyły, ale nie powinny potrwać dłużej niż do piątku (w Gdyni ma zagrać Legia Warszawa).

- Z powodu deszczu firma nie może skończyć tamtych robót, ale obiecała, że to nie będzie miało wpływu na prace na naszym obiekcie - mówi wiceprezydent Sroczyński. - Mimo że zaczną później remont, muszą go skończyć do 30 października, ponieważ taki mamy zapis w umowie. Jeżeli z tego się nie wywiążą, wyciągniemy konsekwencje. Jednak wszystko powinno być dobrze, a Zielona Architektura deklaruje, że prace zakończy przed 22 października i być może zaplanowany na ten dzień mecz [z Podbeskidziem Bielsko-Biała - red.] piłkarze rozegrają już w Łomży - rozmarzył się Sroczyński.

Władze miasta i działacze ŁKS-u wciąż składają jakieś obietnice, z których nic nie wychodzi. Co najmniej od miesiąca wspominają o tym, że ich zespół mógłby na razie grać w roli gospodarza np. w Grajewie albo w Białymstoku (przewijała się też Mława i Warszawa). I z tego jak na razie nic nie wyszło, a za nami siedem kolejek spotkań w II lidze.

- Zdecydujemy się raczej na Grajewo, tak będzie taniej - wyjaśnia Czesław Filipkowski, wiceprezes klubu. - Poza tym w Grajewie będzie też łatwiej porozumieć się z policją, ponieważ w Białymstoku nasze mecze traktowane byłyby jako spotkania podwyższonego ryzyka.

Władze klubu nieudolnie próbują też zmieniać gospodarzy wszystkich tych spotkań, które na jesieni miały się odbyć w Łomży. Jednak nie wychodzi im to najlepiej, ponieważ na razie tylko działacze Jagiellonii zgodzili się na taką zamianę. Pozostałe kluby, owszem, zgadzają się, by ŁKS przyjechał do nich jesienią, ale po to, by zagrać tam w roli gospodarza. Co oznacza, że w rundzie rewanżowej łomżanie znowu będą musieli grać na wyjeździe.

Spółka już mało realna

Innym problemem jest zapewnienie odpowiedniego budżetu zespołowi. Mimo że rozgrywki trwają już od ponad miesiąca, działacze ŁKS-u nadal nie potrafią zebrać takich funduszy, które pozwoliłyby spokojnie funkcjonować drużynie do końca sezonu w II lidze. Władze klubu nie potrafią ponadto uporać się z długiem, który wynosi ponad 200 tys. zł. Na zadłużenie składają się m.in. płatności wobec: ZUS-u, Urzędu Skarbowego, ale też piłkarzy oraz byłego trenera Jerzego Engela juniora.

- Robimy wszystko, co w naszej mocy, ale naprawdę trudno jest pozyskać sponsorów - mówi Stanisław Kaseja, prezes klubu. - Sam rozesłałem chyba z 50 umów do różnych firm, ale co z tego, jak nie ma odzewu. Gdybyśmy znaleźli chociaż jednego sponsora pokroju Browaru Łomża, nasza sytuacja by się poprawiała, a tak ciągniemy z miesiąca na miesiąc. Rozmawiamy ze wszystkim podmiotami, którym zalegamy pieniądze, aby chociaż część naszych zobowiązań została umorzona.

Ratunkiem na całe zło, jak wcześniej zapewniali działacze ŁKS-u, miało być stworzenie sportowej spółki akcyjnej. Padały deklaracje, że jej założenie to tylko kwestia czasu, że ma nastąpić to szybko i nie będzie z tym żadnych problemów. Jednak, jak się okazało, to wszystko nie jest takie proste, a po wcześniejszym optymizmie nie ma śladu. Tworzeniem spółki akcyjnej miał się zająć Jarosław Poteraj, były członek zarządu klubu.

- Brakuje nam 200 tys. zł, aby mieć potrzebne 500 tys. do rejestracji spółki - tłumaczy Poteraj. - Mimo wcześniejszych deklaracji, niektórzy ludzie wycofali się z wejścia w spółkę. Jeszcze w poprzednim tygodniu rozmawiałem z pewnym poważnym biznesmenem z Polski. Jednak muszę przyznać, że działam teraz już z mniejszym zaangażowaniem.

Aby odciążyć budżet klubu, działacze planują teraz wprowadzać kolejne rozwiązanie.

- Chcemy, aby kart zawodnicze poszczególnych graczy wykupiły różne firmy i zatrudniły ich u siebie. To odciążyłoby klub, jeżeli chodzi o składki do ZUS-u - wyjaśnia rzecznik ŁKS-u Marcin Trojanowski.

Tomasz Piekarski, 04.09.2006, Gazeta Wyborcza.

Reklama